niedziela, 21 sierpnia 2016

To nie tylko rodzina - rozdział 1

Witajcie!
Postanowiłam dodać dzisiaj pierwszy rozdział opowiadania z... Owari no Seraph. Niestety pisałam go na szybko, więc mogą pojawić się błędy w interpunkcji. Mimo to zapraszam do czytania i liczę na komentarze.



- Yuu-san, uważaj! - dobiegł do mnie wrzask przerażonej Shinoy. Odwróciłem się w jej stronę i krzyknąłem, czując przeszywający ból w lewym boku. Nie zdążyłem dostrzec wampira, był on zbyt szybki... Zagryzłem dolną wargę i przyłożyłem dłoń do głębokiej rany, uciskając ją. Cholera... co to za gość? Jest silny. O wiele silniejszy od tych, z którymi walczyliśmy wcześniej. Nie dam rady... ból jest zbyt silny... 
Upadłem na ziemię mając przed oczami jedynie ciemność.

***

- Głupi chłopcze... - usłyszałem tuż przy uchu. Ashuramaru...?
- Co się stało? Czy ja... umarłem...? - wyszeptałem rozchylając powieki.
- Niewiele brakowało, panie niecierpliwy. - powiedział siedzący przede mną niewysoki chłopiec w białej, zwiewnej sukience. Przetarłem oczy i spojrzałem na niego - ...Mikaela odparł atak. A tak niewiele brakowało, żeby inny wampir wbił miecz w twoją szyję... - dodał ciszej z jakby westchnieniem, wiedząc jaka będzie moja reakcja. Nie pomylił się. Wstałem na równe nogi.
- Nic mu nie jest?! Czy Mikaeli coś się stało?! - zapytałem z przejęciem, wpatrując się wyczekująco w chłopca, który bawił się swoimi długimi, fioletowymi włosami. - Odpowiedz! - krzyknąłem zniecierpliwiony. Cholernie bałem się o Mikę... Dopiero co go odnalazłem, a gdybym znów go stracił... pękłoby mi serce...
- Ach... nie widzisz, że próbuję rozplątać włosy? - warknął mrużąc w moją stronę czerwone, demoniczne oczy, którymi zwykle przeszywa moje ciało na wylot. Pieprzony demon...
- Mam gdzieś twoje włosy. - odparłem groźnie, podchodząc do niego - Odpowiedz mi wreszcie. - poprosiłem trochę łagodniej, wpatrując się w niego nieustępliwie.
- ...Żyje - odparł chłopiec po dłuższej chwili i wstał, a ja odetchnąłem z ulgą - Poza tym nic poważnego mu nie dolega. Jest jedynie wyczerpany ciągłym ochranianiem pewnego czarnowłosego niezdary. - dodał wrednie, a ja prychnąłem pod nosem i zamknąłem oczy. Zwykle tak kończą się rozmowy z moim demonem... norma.

***

- Yuu-chan! Yuu-chan! - słyszałem przy swoim uchu stłumione krzyki. Na szczęście to nie był mój demon, tylko...
- Mika...? - szepnąłem zachrypniętym głosem i zakaszlałem, podnosząc się z ziemi i podpierając łokciami o popękany asfalt. Spojrzałem w bok i ujrzałem przestraszony wyraz twarzy swojego brata.
- Dzięki Bogu... żyjesz. - blondyn z westchnieniem ulgi pomógł mi wstać - Już myślałem, że po tobie. - dodał poprawiając mój mundur drżącymi dłońmi. Chyba musiałem go nieźle nastraszyć, hehe...
- Żartujesz sobie ze mnie? - zapytałem z wrednym uśmieszkiem i spojrzałem w jego niebieskie, przestraszone oczy, otrzepując kurz i brud z munduru. - Jestem silny. - zaśmiałem się cicho i poklepałem go po ramieniu. Zamilkłem na chwilę - ...Mika. Gdzie jest reszta...? - nagle przypomniałem sobie o swojej drużynie. - Ej, gdzie jest Shinoa, Kimizuki...? - rozejrzałem się nerwowo na boki, szukając wzrokiem zielonych oczu swoich towarzyszy broni. Przeniosłem spojrzenie na Mikę, nie słysząc odpowiedzi z jego strony - Ej, Mika! - potrząsnąłem jego ramieniem, widząc że zamyślił się, patrząc na mnie łagodnie. - Zwykle to ja bujałem w obłokach, przestań. - powiedziałem chichocząc nerwowo i przez chwilę przypominając sobie dawne czasy. - Mika, zadałem ci pytanie. - dodałem wpatrując się w zdezorientowany wyraz twarzy blondyna w jasnym mundurze.
- C-co...? Ach... nie musisz się martwić, są bezpieczni. Schronili się tu niedaleko, w jednym z opuszczonych supermarketów, a twoja koleżanka zapewne opatruje teraz rany tego kolesia w okularach. - odparł spokojnie.
- Chodzi ci o Kimizukiego? Co mu się stało? - zapytałem z lekkim przejęciem i podniosłem z ziemi swoją katanę, po czym schowałem ją do pochwy. Zwykle nie przejmowałem się tym czterookim mądralą, ale to w końcu mój przyjaciel... oraz nowy członek rodziny.
- Nie poradził sobie z trzema wampirami naraz. Ale spokojnie, ten chłopak z łukiem mu pomógł. - odpowiedział mi Mika, a ja wyprostowałem się z delikatnym uśmiechem.
- Cały Yoichi... - mruknąłem do siebie - Chodźmy do nich. Pewnie się zamartwiają. - zwróciłem się do przyjaciela i skierowałem szybkie kroki w stronę zaniedbanego sklepu z powybijanymi szybami i zarośniętymi bluszczem ścianami - Co z resztą wampirów?
- Zabiliśmy ich. - odparł spokojnie blondyn - Twoi przyjaciele nieźle sobie z nimi poradzili. Powinieneś być z nich dumny. - spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko, ukazując zaostrzone, wampirze kły. Po plecach przeszedł mi mocny dreszcz, ale nie wiem dlaczego... nigdy nie reagowałem w taki sposób na uśmiech przyjaciela... Odwróciłem od niego wzrok i spojrzałem przed siebie z lekkim uśmiechem satysfakcji.
- Jestem z nich dumny, Mika. - odparłem cicho - I to jak...

***

Wszedłem do środka przez szklane, lekko uchylone drzwi starego budynku, a za mną jak cień podążył Mika. Rozejrzałem się na boki w poszukiwaniu przyjaciół, jednak nie dostrzegłem ich.
-Mika...? - spojrzałem na przyjaciela oczekując wyjaśnień, jednak wyprzedził mnie on szybko.
- Spokojnie, są na zapleczu. - powiedział łagodnie i złapał mnie za dłoń - Chodźmy, Yuu-chan. - uśmiechnął się do mnie ponownie, a ja zaraz odwróciłem wzrok w przeciwną stronę, idąc za nim i pozwalając mu trzymać moją dłoń. Była taka ciepła... Tak jakby nie należała ona do wampira.
Po chwili z zaplecza supermarketu dobiegły mnie głosy moich przyjaciół. Rozpromieniłem się i przyspieszyłem, a Mika widząc to ścisnął mocno moją dłoń, aż syknąłem cicho.
- Oi, Mika. Co się dzieje? - spojrzałem na blondyna, który zatrzymał się w połowie kroku.
- Kochasz ich, Yuu-chan...? - zapytał cicho, wlepiając zamyślony wzrok niebieskich oczu w popękane kafelki na podłodze. Zdziwiłem się, ale stanąłem przed nim z lekkim uśmiechem.
- Co to w ogóle za pytanie, co? - zapytałem szeptem - No jasne, że ich kocham. Przecież to moja rodzina... tak jak ty, Mika. - uśmiechnąłem się do niego szeroko, po czym sięgnąłem dłonią do jego twarzy, następnie pogładziłem nią jego zabrudzony krwią policzek - W dzisiejszych czasach to wielki cud nadal posiadać własną rodzinę, prawda? Większość żołnierzy straciło ją w walce z wampirami... ale nie ja. Ja nadal ją mam i jestem z niej bardzo dumny. A najbardziej z Ciebie. - powiedziałem podchodząc bliżej niego, po czym przytuliłem go. - Dziękuję za ratunek. - wyszeptałem przymykając powieki - Gdyby nie ty... pewnie już bym nie żył, a mój demon śmiałby się ze mnie. - dodałem szeptem. Po chwili poczułem jak ramiona przyjaciela obejmują mnie w pasie. Westchnąłem cicho szczęśliwy i przytuliłem go mocno. Czułem szybkie bicie jego serca. Heh... pewnie nie spodziewał się przeprosin z mojej strony. Ja też nie za bardzo wiedziałem co mówię. Czułem tylko, że musiałem mu podziękować. W końcu... Mika jest wyjątkowy...
- Nie ma sprawy, Yuu-chan. - usłyszałem cichy szept przy swoim prawym uchu. - Powoli zaczynam się przyzwyczajać. Ratowanie cię z tarapatów zaczyna mi się nawet podobać. - zachichotał, a ja prychnąłem naburmuszony. Odsunąłem się od blondyna i spojrzałem na jego twarz.
- No i co się tak szczerzysz, co? - burknąłem patrząc czasem na jego wampirze kły, które wystawały z jego ust, kiedy się do mnie uśmiechał. Jak on w ogóle może mówić, mając w ustach takie długie zęby...?

- Bo to zabawne, Yuu-chan. - odparł rozbawiony chłopak i ponownie złapał mnie za dłoń - Chodźmy już do nich, pewnie się niecierpliwią. - dodał z uśmiechem i poprowadził mnie za sobą na zaplecze budynku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz