Postanowiłam dodać dzisiaj pierwszy rozdział opowiadania z... Owari no Seraph. Niestety pisałam go na szybko, więc mogą pojawić się błędy w interpunkcji. Mimo to zapraszam do czytania i liczę na komentarze.
- Yuu-san,
uważaj! - dobiegł do mnie wrzask przerażonej Shinoy. Odwróciłem się w jej
stronę i krzyknąłem, czując przeszywający ból w lewym boku. Nie zdążyłem
dostrzec wampira, był on zbyt szybki... Zagryzłem dolną wargę i przyłożyłem
dłoń do głębokiej rany, uciskając ją. Cholera... co to za gość? Jest silny. O wiele silniejszy od tych, z którymi walczyliśmy wcześniej. Nie dam rady... ból
jest zbyt silny...
Upadłem na ziemię mając przed oczami jedynie ciemność.
***
- Głupi
chłopcze... - usłyszałem tuż przy uchu. Ashuramaru...?
- Co się
stało? Czy ja... umarłem...? - wyszeptałem rozchylając powieki.
- Niewiele brakowało,
panie niecierpliwy. - powiedział siedzący przede mną niewysoki chłopiec w białej,
zwiewnej sukience. Przetarłem oczy i spojrzałem na niego - ...Mikaela odparł
atak. A tak niewiele brakowało, żeby inny wampir wbił miecz w twoją szyję... -
dodał ciszej z jakby westchnieniem, wiedząc jaka będzie moja reakcja. Nie
pomylił się. Wstałem na równe nogi.
- Nic mu nie
jest?! Czy Mikaeli coś się stało?! - zapytałem z przejęciem, wpatrując się
wyczekująco w chłopca, który bawił się swoimi długimi, fioletowymi włosami. -
Odpowiedz! - krzyknąłem zniecierpliwiony. Cholernie bałem się o Mikę... Dopiero
co go odnalazłem, a gdybym znów go stracił... pękłoby mi serce...
- Ach... nie
widzisz, że próbuję rozplątać włosy? - warknął mrużąc w moją stronę czerwone, demoniczne
oczy, którymi zwykle przeszywa moje ciało na wylot. Pieprzony demon...
- Mam gdzieś
twoje włosy. - odparłem groźnie, podchodząc do niego - Odpowiedz mi wreszcie. -
poprosiłem trochę łagodniej, wpatrując się w niego nieustępliwie.
- ...Żyje -
odparł chłopiec po dłuższej chwili i wstał, a ja odetchnąłem z ulgą - Poza tym
nic poważnego mu nie dolega. Jest jedynie wyczerpany ciągłym ochranianiem
pewnego czarnowłosego niezdary. - dodał wrednie, a ja prychnąłem pod nosem i
zamknąłem oczy. Zwykle tak kończą się rozmowy z moim demonem... norma.
***
- Yuu-chan!
Yuu-chan! - słyszałem przy swoim uchu stłumione krzyki. Na szczęście to nie był
mój demon, tylko...
- Mika...? -
szepnąłem zachrypniętym głosem i zakaszlałem, podnosząc się z ziemi i podpierając
łokciami o popękany asfalt. Spojrzałem w bok i ujrzałem przestraszony wyraz
twarzy swojego brata.
- Dzięki
Bogu... żyjesz. - blondyn z westchnieniem ulgi pomógł mi wstać - Już myślałem,
że po tobie. - dodał poprawiając mój mundur drżącymi dłońmi. Chyba musiałem go
nieźle nastraszyć, hehe...
- Żartujesz
sobie ze mnie? - zapytałem z wrednym uśmieszkiem i spojrzałem w jego
niebieskie, przestraszone oczy, otrzepując kurz i brud z munduru. - Jestem
silny. - zaśmiałem się cicho i poklepałem go po ramieniu. Zamilkłem na chwilę -
...Mika. Gdzie jest reszta...? - nagle przypomniałem sobie o swojej drużynie. -
Ej, gdzie jest Shinoa, Kimizuki...? - rozejrzałem się nerwowo na boki, szukając
wzrokiem zielonych oczu swoich towarzyszy broni. Przeniosłem spojrzenie na
Mikę, nie słysząc odpowiedzi z jego strony - Ej, Mika! - potrząsnąłem jego
ramieniem, widząc że zamyślił się, patrząc na mnie łagodnie. - Zwykle to ja
bujałem w obłokach, przestań. - powiedziałem chichocząc nerwowo i przez chwilę przypominając
sobie dawne czasy. - Mika, zadałem ci pytanie. - dodałem wpatrując się w
zdezorientowany wyraz twarzy blondyna w jasnym mundurze.
- C-co...?
Ach... nie musisz się martwić, są bezpieczni. Schronili się tu niedaleko, w jednym
z opuszczonych supermarketów, a twoja koleżanka zapewne opatruje teraz rany tego
kolesia w okularach. - odparł spokojnie.
- Chodzi ci
o Kimizukiego? Co mu się stało? - zapytałem z lekkim przejęciem i podniosłem z
ziemi swoją katanę, po czym schowałem ją do pochwy. Zwykle nie przejmowałem się
tym czterookim mądralą, ale to w końcu mój przyjaciel... oraz nowy członek
rodziny.
- Nie
poradził sobie z trzema wampirami naraz. Ale spokojnie, ten chłopak z łukiem mu
pomógł. - odpowiedział mi Mika, a ja wyprostowałem się z delikatnym uśmiechem.
- Cały
Yoichi... - mruknąłem do siebie - Chodźmy do nich. Pewnie się zamartwiają. -
zwróciłem się do przyjaciela i skierowałem szybkie kroki w stronę zaniedbanego
sklepu z powybijanymi szybami i zarośniętymi bluszczem ścianami - Co z resztą
wampirów?
- Zabiliśmy
ich. - odparł spokojnie blondyn - Twoi przyjaciele nieźle sobie z nimi
poradzili. Powinieneś być z nich dumny. - spojrzał na mnie i uśmiechnął się
lekko, ukazując zaostrzone, wampirze kły. Po plecach przeszedł mi mocny
dreszcz, ale nie wiem dlaczego... nigdy nie reagowałem w taki sposób na uśmiech
przyjaciela... Odwróciłem od niego wzrok i spojrzałem przed siebie z lekkim
uśmiechem satysfakcji.
- Jestem z
nich dumny, Mika. - odparłem cicho - I to jak...
***
Wszedłem do
środka przez szklane, lekko uchylone drzwi starego budynku, a za mną jak cień
podążył Mika. Rozejrzałem się na boki w poszukiwaniu przyjaciół, jednak nie
dostrzegłem ich.
-Mika...? -
spojrzałem na przyjaciela oczekując wyjaśnień, jednak wyprzedził mnie on
szybko.
- Spokojnie,
są na zapleczu. - powiedział łagodnie i złapał mnie za dłoń - Chodźmy, Yuu-chan.
- uśmiechnął się do mnie ponownie, a ja zaraz odwróciłem wzrok w przeciwną
stronę, idąc za nim i pozwalając mu trzymać moją dłoń. Była taka ciepła... Tak
jakby nie należała ona do wampira.
Po chwili z
zaplecza supermarketu dobiegły mnie głosy moich przyjaciół. Rozpromieniłem się
i przyspieszyłem, a Mika widząc to ścisnął mocno moją dłoń, aż syknąłem cicho.
- Oi, Mika.
Co się dzieje? - spojrzałem na blondyna, który zatrzymał się w połowie kroku.
- Kochasz
ich, Yuu-chan...? - zapytał cicho, wlepiając zamyślony wzrok niebieskich oczu w
popękane kafelki na podłodze. Zdziwiłem się, ale stanąłem przed nim z lekkim
uśmiechem.
- Co to w
ogóle za pytanie, co? - zapytałem szeptem - No jasne, że ich kocham. Przecież
to moja rodzina... tak jak ty, Mika. - uśmiechnąłem się do niego szeroko, po
czym sięgnąłem dłonią do jego twarzy, następnie pogładziłem nią jego zabrudzony
krwią policzek - W dzisiejszych czasach to wielki cud nadal posiadać własną
rodzinę, prawda? Większość żołnierzy straciło ją w walce z wampirami... ale nie
ja. Ja nadal ją mam i jestem z niej bardzo dumny. A najbardziej z Ciebie. -
powiedziałem podchodząc bliżej niego, po czym przytuliłem go. - Dziękuję za
ratunek. - wyszeptałem przymykając powieki - Gdyby nie ty... pewnie już bym nie
żył, a mój demon śmiałby się ze mnie. - dodałem szeptem. Po chwili poczułem jak
ramiona przyjaciela obejmują mnie w pasie. Westchnąłem cicho szczęśliwy i
przytuliłem go mocno. Czułem szybkie bicie jego serca. Heh... pewnie nie
spodziewał się przeprosin z mojej strony. Ja też nie za bardzo wiedziałem co
mówię. Czułem tylko, że musiałem mu podziękować. W końcu... Mika jest
wyjątkowy...
- Nie ma
sprawy, Yuu-chan. - usłyszałem cichy szept przy swoim prawym uchu. - Powoli
zaczynam się przyzwyczajać. Ratowanie cię z tarapatów zaczyna mi się nawet
podobać. - zachichotał, a ja prychnąłem naburmuszony. Odsunąłem się od blondyna
i spojrzałem na jego twarz.
- No i co
się tak szczerzysz, co? - burknąłem patrząc czasem na jego wampirze kły, które
wystawały z jego ust, kiedy się do mnie uśmiechał. Jak on w ogóle może mówić,
mając w ustach takie długie zęby...?
- Bo to
zabawne, Yuu-chan. - odparł rozbawiony chłopak i ponownie złapał mnie za dłoń -
Chodźmy już do nich, pewnie się niecierpliwią. - dodał z uśmiechem i
poprowadził mnie za sobą na zaplecze budynku.